Gwiazdy i Ludzie

Prywatne życie pierwszych polskich gwiazd filmowych było nie mniej interesujące od ekranowego. Kazimierz Junosza-Stępowski kokietował arystokratów, natomiast Jan Kurnakowicz wolał towarzystwo żebraków. Jadwiga Smosarska urządzała przyjęcia dla statystów, Eugeniusz Bodo był abstynentem, a Józef Węgrzyn pijał bimber z dorożkarzami. Z kolei żona Adolfa Dymszy biła go parasolką.

Aktorzy twierdzili, że występują w filmie prawie wyłącznie dla pieniędzy. Ważniejszy był dla nich teatr, gdzie pokazywali prawdziwą sztukę. Ale to jednak kino w latach trzydziestych ubiegłego stulecia stanowiło najpopularniejszą rozrywkę Polaków. W Warszawie było wówczas prawie dwa razy więcej sal kinowych niż obecnie. Dziesiąta muza dawała aktorom wielką popularność. I choć często bywali krytykowani przez dziennikarzy za manieryczną, nienaturalną grę, zachwycona publiczność wyróżniała ich na wszystkie możliwe sposoby.

ACH BRODZISZ, OMDLEWAM, GDY TY WCHODZISZ
Posyłano im kwiaty, biżuterię, czekoladki, żywe zwierzęta. Mirze Zimińskiej podarowano kiedyś duże akwarium z rybkami, ukryte w wielkim bukiecie kwiatów, oraz kotkę syjamską. Kiedy Jadwiga Andrzejewska wchodziła do restauracji, orkiestra zaczynała grać tusz. Jej miniaturowe zdjęcia wkładano do wedlowskich bombonierek. Mieczysława Ćwiklińska nie mogła spokojnie wybrać się na spacer. Zewsząd witały ją okrzyki: "Czapki z głów, Ćwikła idzie!"
Największa heroina rodzimego ekranu Jadwiga Smosarska dostawała listy z całego świata. Mały Chińczyk wyznawał po rosyjsku: "Daragaja Jadwiga, ja Was ljublju, priszlitie mnie Waszu fotografiju!". Młoda kobieta pisała: "O Pani, zechciej przyjąć mnie choć na swoją pokojówkę, bym miała to szczęście oglądania cię z bliska". Pensjonarki, aby dostać się do niej za kulisy teatru, podpisywały bileciki własną krwią. W Częstochowie po przedstawieniu młodzi ludzie zatrzymali sanie, którymi wracała do hotelu. Wyprzęgli konie i sami zawieźli ją na miejsce. W "zaprzęgu" szedł m.in. jeden z najlepszych adwokatów w mieście, którego od tamtej pory nazywano "koniem Smosarskiej". Gwieździe proponowano także korzystne mariaże: np. adorator z Francji obiecywał, że ofiaruje jej pałacyk w Paryżu, willę na Riwierze, rolls royce’a do dyspozycji, a do osobistego użytku citroena".
Na ścianach klatki schodowej domu, w którym mieszkał Aleksander Żabczyński, najpopularniejszy amant lat trzydziestych, zakochane podlotki pisały wyznania miłosne. Aktor zwierzał się koleżance: "Wyobraź sobie, że dwa razy do roku muszę odmalowywać ściany na schodach, bo właściciel kamienicy tego żąda".
Po roli w "Znachorze" (reż. Mieczysław Krawicz) do Jacka Woszczerowicza zgłosiło się dwóch zawodowych złodziei: "Zapytali, czy nie zechciałbym przyjąć od nich w dowód sympatii kilku podarków: wiecznego pióra, krawata, aparatu fotograficznego i skórzanej walizki. Wszystko oczywiście było kradzione. Odmówiłem, ale wytłumaczyli, że łupy pochodzą z hitlerowskiego Berlina. Wziąłem więc pióro i krawat, ze względu na przesąd, iż podarowany przez złodziei przynosi szczęście, tak jak postronek spod szubienicy".
Józef Węgrzyn, zwany polskim Rudolfem Valentino, znany ze "Znachora" i "Trędowatej", wręcz nie mógł żyć bez publicznego zainteresowania. Po przedstawieniu jak najszybciej rozbierał się z kostiumu, aby wyjść z teatru razem z widzami i prowokować ich do szeptania: "Węgrzyn, Węgrzyn". Przy tym rozdawał pensjonarkom kwiaty, patrząc im czule w oczy.
Na cześć aktorów powstała ogromna wierszowana "literatura", drukowana przez prasę, a podchwytywana przez ulicę. O Smosarskiej deklamowano: "Nasza niewinna, nasza jedynna, nasza płomienna, nasza wybranna, nasza kochanna, swojska i dziarska Jadzia Smosarska". Marii Bogdzie, blondynce, która przeważnie grała role dobrych córek dedykowano: "Słodycz jest w Tobie, w słodkim ust zarysie, w miękkim owalu ciepło – złotej twarzy i jest nam dobrze przywitać cię dzisiaj, spojrzeć ci w oczy, razem z Tobą marzyć". Natomiast dla jej męża Adama Brodzisza, również filmowego amanta, pensjonarki ułożyły zgrabny wierszyk: "Ach Brodzisz, ach Brodzisz, omdlewam, gdy ty wchodzisz". Helenę Grossównę zwaną "najpiękniejszym uśmiechem Warszawy", wielbiono słowami: "Nasze pragnienie Tobą być. Tak śpiewać, tańczyć i uwodzić, by chłopcy chcieli o nas śnić."
Widzowie domagali się, aby o ich bożyszczach pisać jak najwięcej. Ale nie wszyscy akceptowali wdzieranie się do domowego zacisza. Jadwiga Smosarska, Franciszek Brodniewicz (ordynat Michorowski z "Trędowatej"), Elżbieta Barszczewska i inni nie lubili odsłaniać swojej prywatności. Reporter tygodnika "Kino", przeprowadzając w 1936 roku wywiad ze Smosarską, skarżył się, że "łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż dziennikarzowi przez drzwi wiodące do mieszkania Jadwigi Smosarskiej".

PRZEPUSTKA W WIELKI ŚWIAT
Gwiazdorzy wywodzili się z różnych środowisk: Węgrzyn był synem ubogiego stróża z Pragi, Junosza-Stępowski – nieślubnym dzieckiem ziemianina, Stefan Jaracz – wnukiem małorolnego chłopa, a Ordonówna urodziła się w kolejarskiej rodzinie. Niektórzy wykonywali wcześniej inne zawody, np. Jadwiga Smosarska pracowała w banku, Jadwiga Andrzejewska – w sklepie z materiałami piśmiennymi.
Wielu aktorów upiększało swój życiorys. Żabczyński podawał np., że urodził się w Wenecji. Natomiast Zbyszko Sawan, mąż aktorki Marii Malickiej, słynący z urody amant, ujawnił się w wywiadzie jako potomek po mieczu księcia tatarskiego Sawana, a po kądzieli siostrzeniec króla francuskiego Karola Łysego i Władysława Łokietka. Na łamach prasy wyśmiewał się z niego Tadeusz Dołęga-Mostowicz, dziwiąc się, że jego ciotki żyją od setek lat, na końcu zaś dodał: "no i potrzeba było jednego księcia tatarskiego i dwie ciotki królewskie, żeby spłodzić takiego dziubaska".
Aby zatrzeć kompleksy związane z nieślubnym pochodzeniem, Junosza-Stępowski bezwstydnie zabiegał o względy arystokratów. Popisywał się znajomością genealogii i koligacji Potockich, Radziwiłłów, Platerów... Gdy podejmował ich u siebie, trenował wynajętego kelnera we właściwym podawaniu przy stole. Przeważnie jednak wynajmował obszerny gabinet w hotelu Europejskim, gdzie – jak piszą – "promieniał w oparze swoich wysoko urodzonych gości".
Zgoła odmiennym towarzystwem otaczał się Jan Kurnakowicz, znany z filmów Józefa Lejtesa "Barbara Radziwiłłówna" i "Kościuszko pod Racławicami". Był za pan brat z żebrakami, handlarzami, dorożkarzami, przekupkami.. Krążąc nocą po Warszawie, studiował różne typy i charaktery, podpatrywał gesty ludzi półświatka, które potem wykorzystywał na ekranie. Dobrze znał samego herszta stołecznych bandziorów Miszkę Krasawczyka.
Jadwiga Smosarska i Elżbieta Barszczewska, odtwórczynie głównych ról w "Trędowatej", były domatorkami. Smosarska rzadko chodziła do restauracji i kawiarni. Wolała urządzać przyjęcia dla małych tancerek, które z nią występowały. W jednym z wywiadów zadeklarowała, że najbardziej lubi towarzystwo dzieci: "Zdarza mi się najpilniejsze sprawy porzucać, aby poigrać z jakimś rozkosznym, umorusanym bobasem".
Lena Żelichowska aktorka o drapieżnej urodzie, znana z ról kobiet fatalnych, wyszła za mąż za malarza Stefana Norblina. Gdy wyjechali do Indii, plotkowano, że "on malował portrety pięknych żon maharadżów, ona zaś bawiła się diamentem wielkości kurzego jaja".
Wszystkie gwiazdy spotykały się na balach, na których bywali literaci i politycy, słowem, cały ówczesny wielki świat. Wspomina Maria Malicka: "Wspaniałym tancerzem był Beck, zaś generał Skotnicki był chyba najpiękniejszym generałem w Polsce. Odwiedzali nas ministrowie, dyplomaci, prezydentostwo Starzyńscy. Z generałem Galicą spotkałam się na wielkim przyjęciu z okazji jubileuszu Tetmajera, który siedział prawie naprzeciwko mnie. I w pewnym momencie zauważyłam, że on śpi, zasnął po prostu. Tetmajer to moje bóstwo, spał, taka niedołęga biedna, zmęczony życiem staruszek".

ŁAMACZE SERC NIEWIEŚCICH
Za króla życia i zarazem wielkiego ekscentryka był uważany Eugeniusz Bodo, jeden z najbardziej znanych gwiazdorów ekranu. Uchodził za niezwykle przystojnego, mimo krępej sylwetki i nieregularnych rysów twarzy. Zasłynął jako wykonawca piosenki "Sex appeal to nasza broń kobieca", którą śpiewał przebrany za kobietę w filmie "Piętro wyżej" Leona Trystana. Jadał w najwytworniejszych lokalach. Restauratorzy pozwalali mu wprowadzać tam ukochanego doga arlekina Sambo, który ponoć nie ruszał obcych, a gryzł tylko gospodarzy. Bodo był pionierem artystycznej reklamy. Na afiszach zachwalał pantofle od szewca Kielmana, oraz flauszowe i tweedowe marynarki ze sklepu "Old England". Uchodził za arbitra elegantiarum i nie bez powodu przyznano mu w 1936 roku tytuł króla mody. Odmówił natomiast reklamowania alkoholu. "Jestem abstynentem, toteż zachwalanie trunków brzmiałoby w moich ustach niewiarygodnie" – powiedział. Jego słabością były natomiast mazurki wielkanocne. Zamawiał je w cukierni w takiej ilości by wystarczyły aż do Bożego Ciała. Miał także niepohamowaną skłonność do robótek ręcznych, zwłaszcza robienia makatek z koralikami, którymi obwiesił całe mieszkanie. Wręczał je też na siłę wszystkim przyjaciołom.
"Był towarzyski, dowcipny, pewny w przyjaźni. Stawał się jednak nie do zniesienia, gdy coś nie układało się po jego myśli. Już najmniejsze niepowodzenie wprawiało go w stan neurastenicznego podrażnienia. Wpadał wtedy w szał i ciskał inwektywami" – twierdzi przyjaciel Ludwik Starski. W miłości pociągały go wyłącznie cudzoziemki o oryginalnej karnacji. Wiemy o jego wielkim uczuciu do Reri, modnej aktoreczki z Tahiti, z którą zagrał w filmie "Głos pustyni". Związek nie wytrzymał jednak próby czasy, gdyż ukochana zwykła topić niepowodzenia artystyczne w alkoholu. Jedni twierdzą, że Bodo próbował jej pomóc, inni, że wolał flirtować z wielbicielkami, otaczającymi go gdziekolwiek się pojawił. Największą miłością aktora pozostała matka, która prowadziła mu dom.
Za bon vivanta uchodził w młodości także Kazimierz Junosza-Stępowski. Antoni Słonimski powiedział, że "nie ma w repertuarze świata takiej roli, której nie mógłby zagrać". Zasłynął rolą profesora Wilczura w filmach "Znachor" i "Profesor Wilczur" w reżyserii Michała Waszyńskiego. "Zażeram to życie, jakie jest, z pośpiechem wyścigowej maszyny" – pisał w listach. Polował na dziki, jeździł wierzchem po ulicach miast, co było zakazane, do białego rana grał w karty w hotelu "Europejskim", przegrywając wszystkie pieniądze. "A gdy przyszło nieraz opuszczać knajpę o świcie i zastawało się przed nią tradycyjny rząd dorożek ze stangretami drzemiącymi na kozłach, potrafił Junosza błyskawicznymi trzema ruchami kolejno zrzucić na chodnik trzech śpiących dorożkarzy i chichocząc skorzystać z talentu szybkobiegacza" – opowiadał Henryk Szletyński.
Przede wszystkim jednak uganiał się za kobietami. Z powodu nieszczęśliwej miłości do niego popełniła samobójstwo Zofia Reichmann, z którą flirtował podczas wakacji na Litwie. Jan Kreczmar napisał: "Kobiety obdarzał szczególnym zainteresowaniem o zabarwieniu nieco sportowym. Do takich przelotnych przygód znajdował niezliczone okazje: dama na przyjęciu, nieznajoma piękność, za którą podążał ulicą. Takie tam minutniki – mawiał". "Pamiątką" po jednej z przygód był syn, ale aktor nie chciał go widywać, bo stwierdził, że lepiej byłoby mieć córkę. Wysyłał jednak pieniądze na jego wychowanie. Jak to często bywa z podrywaczami, Junosza-Stępowski zakochał się w końcu na zabój w Jadwidze Galewskiej, kobiecie o bujnym temperamencie, ale i nie najlepszej reputacji. Poślubił ją i za wszelką cenę próbował odkryć w niej talenty sceniczne. Wysiłki spełzły jednak na niczym, a żona popadła w narkomanię, wydając na zgubny nałóg wszystkie zarabiane przez męża pieniądze. Junosza-Stępowski z Don Juana zamienił się w stojącego na uboczu, chłodnego gentlemana, którego rankiem można było spotkać w kawiarni Europejskiej lub u Loursa, naprzeciwko hotelu Bristol.

BIRBANCI I UTRACJUSZE
Znanym birbantem był aktor komediowy Władysław Grabowski. Miał zwyczaj dzwonić do Dobiesława Damięckiego, przybierając najrozmaitsze tytuły np. "kapitan gwardii melduje się po odbytej służbie i zapytuje, gdzie zająć stanowiska". Odpowiedź bywała krótka: "Europa", Trębacka lub pod filarami". "Warszawskie nocne życie zaczynało się od małego danka w hotelu Europejskim i kieliszka lub dwóch wódki czystej z wermutem. Potem szło się pod "Złotą kaczkę", lub do "Adrii", a kończyło się nad ranem "U Joska" na Gnojnej, lub na dworcu" – wspomina Jan Ciecierski. Józef Węgrzyn pił nawet zwykły bimber, którym częstowali go dorożkarze w knajpie na rogu Puławskiej i Woronicza, w pobliżu jego mieszkania. Po Warszawie krążył wierszyk: "Piękne oczy, butna mina. Po koniak często sięga zamiast czcić węgrzyna". Nazywano go "genialnym utracjuszem talentu". Tuż po wojnie prowadził budkę z wódką, w końcu alkoholizm doprowadził go do schizofrenii.
Stefan Jaracz, wybitny tragik, który zagrał w ponad dwudziestu filmach, znany był z zamiłowania do pokera, alkoholu i włóczęgostwa. Henryk Szletyński wyjawił, że odwiedzał nawet najgorsze spelunki, "gdzie w betach, w cuchnącym brudzie, odbywało się pijaństwo z chlebem i kiełbasą". O jego wyczynach krążyło mnóstwo opowieści. W okolicach Wilna zniknął kiedyś na kilka dni w czasie strasznych mrozów. Zaniepokojeni koledzy wszczęli gorączkowe poszukiwania. Wreszcie znaleźli aktora skulonego na pryczy w komisariacie na przedmieściu Wilna. Brudnego, zarośniętego, o przekrwionych oczach. Jaracz miał kompana urzędnika, którego życie toczyło się między biurem a butelką. Nad ranem w podrzędnej knajpie zagadnął go kiedyś: "– Słuchaj Jaracz, ktoś mi mówił, że ty podobno jesteś aktor. – Podobno. – Ale mi się to nie widzi. – To ci pokażę". Jaracz wygłosił monolog z "Judasza" Tetmajera. Kiedy wycieńczony opadł na zydel, dorożkarze jak szaleni bili mu brawo.
Spośród pań z zamiłowania do nocnych eskapad była znana Loda Halama, tancerka o pięknych nogach. Balowała często w towarzystwie arystokratów, skąd wywodził się jej pierwszy mąż hrabia Andrzej Dembiński. Kiedyś po nocy sylwestrowej i zabawie do rana poszli na wczesną mszę. Po dużej ilości szampana mąż zasnął w ławce. Podczas Podniesienia, kiedy odezwał się dzwonek, zagrzmiał jego tubalny głos: "Antek telefon!"

MIŁOŚĆ CI WSZYSTKO WYBACZY
Światowe życie narażało aktorów na cielesne pokusy. Żona Adolfa Dymszy, przed ślubem utalentowana tancerka, która potem urodziła mu cztery córki, miała swój sposób na niewiernego małżonka. Gdy aktor podczas trasy wyjazdowej kabaretu uwikłał się w jakąś miłosną awanturkę, połowica powiadomiona przez usłużnych, zjawiła się na miejscu przestępstwa i parasolką wybijała mu z głowy amory, przy czym dostawało się także rywalce.
Bardziej tolerancyjna była Jadwiga Jaraczowa. W Moskwie jej mąż poznał kresową pannę Izę Glinczankę, z którą nawiązał romans. Kiedy żona i kochanka równocześnie zaszły w ciążę, Jaracz zadecydował, że zostanie z tą, która wcześniej urodzi. Kochanka nie donosiła ciąży, a żona powiła córkę Annę, więc z nią pozostał. Anna Jaraczówna nie ukrywała, że życie u boku sławnego ojca nie było łatwe ani dla niej, ani dla matki, ale zarazem wyznała: "nie zamieniłabym ani jednej chwili życia z Nim razem na wszystkie, które działy się potem bez Niego".
Nawet Aleksander Żabczyński, zwany Darkiem, którego małżeństwo ze zdolną aktorką Maryną Zielenkiewicz uchodziło za bardzo udane, nie ustrzegł się zdrady. Zapłonął namiętnością do Lody Halamy, z którą grał w "Manewrach miłosnych". Nie wytrzymywał jednak napięć związanych z podwójnym życiem i postanowił zerwać z kochanką. Po rozstaniu Halama popadła w depresję, zniknęła z Warszawy na trzy dni, aż szukała jej policja. Aktorka tymczasem wyjechała do Częstochowy, gdzie na Jasnej Górze leczyła złamane serce.
Józef Węgrzyn bez zastanowienia porzucił żonę, piękną krakowską mieszczankę, matkę swego jedynego syna, gdy zakochał się w młodziutkiej aktorce Zofii Lindorfównie. Wyrzekł się katolicyzmu i wziął ślub prawosławny w cerkwi na Pradze. Drugie małżeństwo rozpadło się po piętnastu latach.
Burzliwe życie uczuciowe miała Hanka Ordonówna, która w filmie "Szpieg w masce" śpiewała, że "miłość ci wszystko wybaczy". Zakochana do szaleństwa zakochana w aktorze Januszu Sarneckim, gdy ten ją porzucił, próbowała popełnić samobójstwo, strzelając sobie w skroń z pistoletu. Pozostała jej blizna, którą zakrywała kapeluszami i czapkami, tworząc przy okazji nową modę noszenia nakryć głowy. Mąż hrabia Michał Tyszkiewicz wybaczał jej kolejne zdrady: romans z Juliuszem Osterwą, który po rozstaniu załamał się nerwowo, erotyczną przygodę z Igo Symem, aktorem o posągowej urodzie, który w czasie drugiej wojny został zastrzelony przez żołnierzy podziemia jako zdrajca i kolaborant.

DWIE PORCJE KALABRAKI
Wielu aktorskim gwiazdom międzywojnia nie zbywało na poczuciu homoru. W wywiadzie dla tygodnika "Kino" z 1930 roku zapytano Kazimierza Junoszę-Stępowskiego:
"Gdzie pan woli grać w filmie czy na scenie?
W baka [bakarata – hazardową grę karcianą], gdybym miał pewność, że wygram.
W czym się pan czuje lepiej: w dramacie czy komedii?
Najlepiej czułbym się na urlopie, tylko że go nigdy nie mam".
Z dowcipu słynęli także inni aktorzy. Uroczy był Dymsza, który w życiu odtwarzał często sceny z filmowego planu. Zimińskiej wiedząc, że nocą szalała do późna na dansingu, nasłał o świcie pod okna orkiestrę strażacką, namówiwszy jednego z sikawkowych, aby krzyczał "Wstawać Mira, czas na próbę!" Na tradycyjnym balu szwoleżerów występował przed marszałkiem Piłsudskim, Beckiem i innymi. Podszedł do dyskutującego zawzięcie płk Wieniawy-Długoszowskiego, "pierwszego ułana Rzeczypospolitej" oraz stałego bywalca warszawskich salonów, i dostrzegając pęknięty szew na jego plecach, szepnął: "Panie pułkowniku, pański mundur coś dziś trzaska-dziurski!" Trzeba dodać, że Wieniawa rozmawiał wtedy z pułkownikiem Trzaska-Durskim...
Także Bodo posiadał niewyczerpaną fantazję w wymyślaniu różnych dowcipów. Pewnego razu znalazł się w jednej ze znanych warszawskich restauracji razem z Ludwikiem Lawińskim (również aktorem). Postanowili zażartować z kelnera, kiedy ten przyszedł po zamówienie:
Proszę zamówić dla nas dwie porcje kalabraki.
Co proszę ? – spytał zaskoczony kelner.
Dwie porcje kalabraki – powtórzył Bodo.
A może by panowie wzięli coś z karty?
Nie będziemy wybierać z karty, skoro mamy apetyt na kalabraki – uparł się Bodo.
Zakłopotany kelner udał się po kucharza, kucharz po kierownika, ten zaś polecił kelnerowi poinformować jak najuprzejmiej gości, że kalabraki już zabrakło. Rozochoceni powodzeniem kawału aktorzy zamawiali "kalabraki" po całej Polsce i cieszyli się widząc zestresowanych restauratorów. Aż pewnego dnia w Radomiu spotkała ich niespodzianka. Tamtejszy kelner po otrzymaniu zamówienia na dwie porcje kalabraki oświadczył uprzejmie: Służę panom i po upływie kilku minut postawił na stole półmisek z potrawą. Aktorzy z bardzo głupimi minami przekonali się, że jest to bigos wymieszany z gulaszem. Natychmiast zawołali kelnera.
Co pan nam tu podał – zapytał groźnie Bodo.
Kalabraki, proszę szanownego pana, dwie porcje – odparł kelner.
Co? To paskudztwo nazywa pan kalabraki?
Kelner ze zgorszeniem pokręcił głową: Jak to dobrze, że nasz szef kuchni nie słyszał tego, co szanowny pan powiedział. Kalabraki to jego chluba. Nikt w Polsce nie potrafi tak dobrze przyrządzać tej potrawy".

Kubek gorącej herbaty
Po wybuchu drugiej wojny światowej kolorowy świat gwiazd filmowych przestał istnieć. Bodo, aresztowany przez Rosjan i wywieziony na Syberię jako domniemany szpieg, zginął z wycieńczenia i głodu, Junosza-Stępowski zmarł postrzelony, kiedy zasłonił żonę, konfidentkę gestapo, na którą konspiracyjny sąd wydał wyrok śmierci. Franciszek Brodniewicz zginął podczas powstania warszawskiego. Hanka Ordonówna zmarła na gruźlicę w Bejrucie już po wojnie.
Stanisław Sielański, Jadwiga Smosarska i inni znaleźli się w Stanach Zjednoczonych. Maria Bogda i Adam Brodzisz hodowali tam zwierzęta futerkowe, Lena Żelichowska po śmierci męża Stefana Norblina, który popełnił samobójstwo, pracowała jako manikiurzystka,...
Wielu z tych, którzy pozostali w Polsce, z woli nowych komunistycznych zarządców kultury oraz reżyserów nie miało szans na kontynuowanie kariery. Bodaj najwięcej zagrał Adolf Dymsza: choćby w komediach "Skarb" i "Cafe pod Minogą" oraz rolę tytułową bohatera w filmie "Nikodem Dyzma".
Inni rzadko pojawiali się na ekranie, a jeśli już to na drugim planie. Jadwiga Andrzejewska wystąpiła jako żona Bucholza w "Ziemi obiecanej" Andrzeja Wajdy, była też Ładziną w "Nocach i dniach" Jerzego Antczaka, Maria Malicka zagrała w "Barierze" Jerzego Skolimowskiego, Mieczysława Ćwiklińska wystąpiła jedynie w "Ulicy granicznej" – Aleksandra Forda, Helena Grossówna zagrała matkę bliźniaków w filmie "O dwóch takich co ukradli księżyc" Jana Batorego, występowała też w filmach Janusza Nasfetera.
Ekranowa para: Tola Mankiewiczówna i Aleksander Żabczyński z recitalami przedwojennych szlagierów objeżdżali odległe zakątki Polski. Zamiast koszów z kwiatami dostawali od publiczności kubek gorącej herbaty.

 

Autor artykułu : Danuta Gibas-Krzak pobrano z serwisu historycznego   "Mówi Wieki"